Tego dnia Marka w szkole już nie spotkało prawie nic godnego uwagi. Teraz opuszczał budynek w wielkim skupieniu i ciszy. Wyczekiwał niespodziewanego uderzenia z każdej strony. Jednak żadne nie nastąpiło. Więc sunął nogę za nogą przed siebie.
Nie szedł sam. Był z nim Jerba i kilku innych „szczurów”, którzy nie mieli jeszcze przyjemności poznać nowego kompana, ale wyraźnie pobudzeni dyskutowali o nim. Jerba milczał, jak to miał w zwyczaju.
Właśnie minęli furtkę. Po drugiej stronie pod betonowym przystankiem czekał szczupły chłopak z Dębowic i kilku jego kolegów. Jerba trącił Marka łokciem. Chłopak z Dębowic zawołał w ich kierunku. Zawołanie zdenerwowała jednego ze „szczurów”:
- przecież, kurwa, nie będziecie się bili na ulicy! – zawołał.
- Twój przyjaciel się sra? – tak zabrzmiała odpowiedź spod przystanku. Jerbe widocznie oburzył ten komentarz. Nie zrobił nic, tylko zmarszczył czoło i zdecydowanym krokiem przecinał ulicę.
- Ty, gwiazdor, nie chcemy tu mieć problemów – przerwał swoją ciszę – idziemy za fabrykę i załatwimy wszystko tak jak zwykle.
Poszli wszyscy.
Za fabryką były nieużytki – wysoka trawa, tłuczone szkło butelek i różne śmieci wyniesione z fabryki, oraz kawałek asfaltu, który przypominał lądowisko dla helikopterów. I właśnie tam zebrała się cała grupa. Dwa rywalizujące osiedla: Szczurzyce i Dębowice utworzyły krąg. „Gwiazdor” porzucił plecak po stronie, gdzie stali jego koledzy. Marek poczuł, że może nie podołać. Nigdy nie walczył, nie miał takiej potrzeby, jednak gdy jakieś wyzwanie stawało mu na drodze to starał się je przezwyciężyć. Tak było tym razem, tylko że tą sytuacje mógł uniknąć. Sam nie wiedział po co tam stał.
Na chwilę stracił czujność, by nagle odzyskać ją po gwałtownym pchnięciu przeciwnika. Nie zdążył nawet ściągnąć plecaka, a już leżał na ziemi. „Gwiazdor” rzucił się na niego i zaczął go okładać pięściami. Marek próbował chronić twarz. Jednak uderzenia zawsze trafiały w odsłonięte części głowy. „Jaka żenada, idziemy stąd” – głos taki dotarł do uszu Marka i nakłonił do działania.
Teraz w ciągu sekundy, przez jego głowę przepłynęło tysiąc myśli. Zobaczył, jak kilka par stóp zaczęły się oddalać się od miejsca bójki. Marek poczuł na twarzy krew. Wykrzyknął słowo: „czekajcie!”. Poczym odepchnął nogą „Gwiazdora”, a on upadł na ziemię. Marek rzucił plecak w trawę, złożył gardę za nim przeciwnik zdołał się pozbierać. Podszedł okładając go gdzie popadło. „Gwiazdor” był absolutnie zaskoczony i nie był w stanie się bronić. Ostatecznie upadł ponownie po kopnięciu w piszczel. Wylądował w trawie, obok plecaka Marka kompletnie oszołomiony, poczym został przydeptany i pewnie oberwał by jeszcze, gdyby nie to, że Marka zatrzymał Jerba i jakiś inny kolega.
Obydwaj mieli uśmiechnięte twarze i wydawali się wyraźnie rozbawieni całą sytuacją, czego nie było można stwierdzić po „Gwiazdorze”. Był śmiertelnie wystraszony.
- Koleś, pokazałeś mu, mu wystarczy – mówił zadowolony Jerba – on i tak ma przejebane w szkole.
Zadowolenie wzrosło, gdy twarz pokonanego opuchła od siniaków. Chłopacy ze Szczurzyc zaproponowali odprowadzenie Marka do domu. W drodze wszyscy zdążyli się przedstawić. Chłopak, który pomógł odciągnąć Marka nazywał się Adam. Swoim wyglądem w ogóle się nie wyróżniał od innych. Jedynie jego nos był nienaturalnie krzywy i płaski. Po za tym był przeciętny w każdym calu. Lubił się śmiać i robił to przy każdej okazji. Chwalił się mocną głową. Chłopak, który pierwszy zwątpił w Marka to Beny. Był otyły i nieco przemądrzały, jednak jako wojownik był bardzo poważany w towarzystwie. Jego krótko ogoloną głowę zdobiły blizny. Kolejny z nich to drobny Gryfer, kozioł ofiarny całych Szczurzyc, jednak nigdy nie odmówiono mu pomocy i ogólnie był lubiany. Reszta to Juk, Zafir, Malak, Kabel, Cep i Artur.
Marek dopiero jak dotarł do domu poczuł, że napięcie z niego stąpiło. Był zniesmaczony tym co przeżył tego dnia. Ale jednocześnie czuł się lepiej, poznał nowych ludzi, którzy może byli inni, niż jego dawni znajomi, ale sprawiali wrażenie bardzo zżytych i mocno trzymających się razem. Matka nie widziała śladów bójki na twarzy Marka.
Wszystko udało się tak jak nigdy wcześniej. Słońce znikło za horyzontem.