Owładnięci tęsknotą do samolubnej dorosłości
tacy jesteśmy.
Szukamy ucieczki do miejsc upragnionej godności
którą stracimy.
Owładnięci tęsknotą do egocentrycznej młodości
tacy będziemy.
Szukamy śladów ucieczki naszej godności
w końcu umrzemy.
Biegniemy na oślep do źródeł świadomości
ciskając metaforami.
Na końcu ślepej drogi nasze ego się gości
i rzuca kamieniami.
Przyjacielu,
tyle słów ciśnie się do opowieści
choć nie było chwil zbyt wielu.
To w serduchu się nie mieści.
Słońce żarzyło, paliło nam nogi.
Byłem na te słowa przygotowany.
Trzy kilometry bezsensu drogi
duch w środku Nią naderwany.
Drogą, słowami i czynami pod wpływem
środków ucieczki tak niepożądanej.
Jak chciałem uratować się zrywem
lecz przywykłem do sprawy przegranej.
Do ust, tak jak dzisiaj, cisnęły
się słowa, krzyki i te pytania:
- Czy wytrzeć mogę pot z twej twarzy?
Czy pamiętasz co to za kraina?
Zaraz potem na końcu drogi spalonej.
Czerwień, zaraz sygnał zielony
czy to wszystko już skończone?
Tak, ten spacer jest zakończony.
*Takie stare, inspirowane niezbyt udanymi próbami pisania z dnia 11 lipca.